– Nie wiem – powiedziała. – Może za bardzo to wszystko komplikujemy. Z jednej strony

Internecie. To może być ważne.

nowocześniejszym formom gospodarowania. Ludzie znali się nawzajem i uczestniczyli
bezpieczniejsze w szkole czy w samolocie niż w prowadzonym przez rodziców samochodzie.
zostały wymienione. Przyglądała się każdemu zakątkowi pokoju – urządzonego na nowo,
szła do toalety.
- Nie wiem, co zrobił - odparł spokojnie Quincy - ale między wpół do
sypiają w łóżkach, więc niech lepiej Becky przyzwyczai się do tego.
– Dzwonił ktoś ze szpitala. Postanowiłaś odłączyć aparaturę podtrzymującą. ..
https://fashionistki/kim-jest-karolina-pajaczkowska/ od trzech dni: dżinsy i biały podkoszulek. Z niezadowolenia zmarszczyła
dnia inni jadą do domu do swoich rodzin, jak narzekają na teściowe lub na
garnitur. Nie istniał drugi taki człowiek jak agent specjalny Quincy.
i numer telefonu. Nie powinnaś siedzieć tu sama.
godzin. Jej szary garnitur był niemiłosiernie pognieciony po nocach przespanych
W tej samej chwili zupełnie straciła pewność siebie. Zbladła gwałtownie,
- Mówię tylko to, co wiem...
muniek staszczyk - ta piosenka nie jest dla ciebie

Znowu to widział – sekret, który przed nim ukrywa, tajemnicę, która każe jej milczeć.

ulic o takiej nazwie w obszarze Los Angeles. Myślał intensywnie, stare wspomnienia zjawiały
– Nie znam lepszej rozrywki.
dreszcz, miał wrażenie, że ktoś obserwuje go w milczeniu. Odwrócił się szybko, lekko
oberwało. Znała męża na tyle, by wiedzieć, że uważa szanse na rozwiązanie nowej zagadki za
– Dlaczego akurat tam? – zapytał, choć znał odpowiedź.
siłownia warszawa – No właśnie. Nigdy za sobą nie przepadali. Rozdzwoniła się komórka Martinez.
– To moja żona – rzucił do Bledsoe.
– Cześć – zaczął. – Już się martwiłem.
zostań. Jeśli nie, wybierz dziewiątkę z menu szybkiego wybierania. Połączysz się z
przecięła smuga odrzutowca. Umrę, zrozumiała nagle. Poruszała się coraz wolniej, już nie
propylene glycol co to – No pewnie – żachnęła się z goryczą.
Po drugiej stronie zapanowało przez chwilę niezręczne milczenie, Reedowi wydawało się, że słyszy trzask zapalniczki, a potem gwałtowny wydech. - Czy nie żyje? Do diabła, to jest pytanie. Mam nadzieję, że żyje. Szukam odpowiedzi. - Zanim Reed zdążył zadać kolejne pytanie, Montoya dodał: - Jestem osobiście zainteresowany tą sprawą. Każda pomoc z pańskiej strony będzie mile widziana. Brzmiało to szczerze. - Nie ma sprawy. Chociaż nie wiem, w czym mogę być pomocny. - Po prostu niech pan mnie informuje na bieżąco. Wyślę zdjęcie, jej dane i najważniejsze informacje. - W porządku. Podam panu numer faksu. - Już go mam. Dzięki. Dziękuję panu - powiedział Montoya. Reed odłożył słuchawkę. Jaki związek może mieć zniknięcie Marty Vasquez z morderstwem Josha Bandeaux? Przypadek czy kolejny trop? Zrobił notatkę i usłyszał zbliżające się znajome kroki. Morrisette. Spieszyła się. Sekundę później wpadła do pokoju. - Zgadnij, co się stało? - wypaliła, sadowiąc swój drobny tyłeczek na biurku. - Nie mam pojęcia. - Ej, nie umiesz się bawić. - Już to słyszałem. Wiele razy. - Znów pisząc naszej ulubionej rodzince. - Oczy Morrisette błysnęły. Naprawdę była podekscytowana. Za to Reed poczuł ucisk w żołądku. - Montgomery? - I kto śmiał przypuszczać, że nie jesteś superdetektywem? - Na przykład ty. Uśmiechnęła się szeroko, odsłaniając zęby. - Jeśli chodzi o wczorajszy wypadek Amandy Drummond, to już o nim słyszałem i nawet rozmawiałem z nią w szpitalu. Twierdzi, że ktoś próbował ją zabić. Właśnie miałem do ciebie dzwonić i zapytać, czy chcesz jechać ze mną. Trzeba spisać jej zeznania. - Cholera, powinnam była się domyślić, że już o wszystkim wiesz - powiedziała trochę zawiedziona. - Jasne, jadę, nie chciałabym przegapić tej rozmowy. Zadzwonił telefon i Reed przełączył rozmowę na głośnik. - Reed, słucham? - Jest kilka faksów do pana - powiedziała sekretarka. - Zaraz je odbiorę. - Właśnie się rozłączał, gdy zobaczył Amandę Drummond pędzącą jak burza prosto do jego pokoju. - Wygląda na to, że przeprowadzimy tę rozmowę tutaj - powiedział szeptem, gdy Amanda wparowała przez otwarte drzwi. - Powiedział pan, że będzie potrzebne zeznanie - powiedziała, nie witając się - więc pomyślałam, że załatwię to formalnie. Pewnie powinnam rozmawiać z tym gburowatym zastępcą szeryfa, ale wydawało mi się wczoraj w szpitalu, że dostrzega pan jakieś powiązania między śmiercią Josha a moim wypadkiem. Dlatego postanowiłam spotkać się z panem. - W porządku. To moja partnerka. Detektyw Morrisette. Zostanie z nami. Jeśli nie ma pani nic przeciwko temu, będę nagrywał pani zeznania. - Sięgnął do szuflady po dyktafon i zauważył, że Morrisette wyciągnęła z kieszeni mały notatnik i długopis.
– O Boże. – Martinez ukryła twarz w dłoniach.
żoną, ale matką była wspaniałą.
- Myślę, że już dawno to zaplanowała. Wie, że mama zostawiła jej niezłą sumkę, więc wynosi się. Jej samolot odlatuje jutro. Co ty na to? Nawet nie poczekała, żeby skorzystać z tańszej taryfy. - A pogrzeb... - wymamrotała Caitlyn. - Nawet nie chce być na pogrzebie? - Kto ją wie? To dziwaczka. Pokręcona, wciąż mówi o duchach. Najwyższy czas, żeby wyjechała. Żadna strata. - Ale wtedy zostaniesz sama w domu. - Tylko ja i duchy. - W głosie Hannah znów było słychać typowy dla niej sarkazm. - Jezu, trudno w to uwierzyć. - Caitlyn usłyszała trzask zapalniczki. - Mogę być u ciebie za pół godziny. - Nie. Spotkamy się w szpitalu. Troy już tam jedzie, powiedział, że zadzwoni do Amandy. Na razie! Rozłączyła się, zanim Caitlyn zdążyła powiedzieć, że zadzwoni do Kelly. Zresztą kogo by to obchodziło. Odkąd matka powiedziała, że Kelly dla nich umarła, wszyscy oprócz Caitlyn przestali się z nią widywać, a nawet wspominać ją. Dziwne. Ale przecież jej rodzina w ogóle była dziwna. Caitlyn zadzwoniła do Kelly na komórkę i zostawiła wiadomość. Chociaż Kelly pewnie tylko wzruszy ramionami. Nie zależało jej na rodzinie. Zrozum, Caitlyn, to banda cholernych hipokrytów. Mama się wściekła, że przepuściłam pieniądze z funduszu na tę łódź i nawet jej nie ubezpieczyłam. I ona, i kochane rodzeństwo obwiniają mnie za ten wypadek. Pewnie liczą na to, że odziedziczą też moją część majątku, bo matka traktuje mnie, jakbym nie żyła. Czy ona jest normalna? Czy ktokolwiek w tej rodzinie jest normalny?! No właśnie, pomyślała Caitlyn, wkładając sweter i obciągając rękawy, żeby zakryć gojące się rany na nadgarstkach. Oskar zobaczył, że sięga po kluczyki. - Nie teraz - powiedziała przepraszająco. - Ale kiedy wrócę, pójdziemy pobiegać. Zgoda? - Pies zaskamlał i skoczył na drzwi. Wypuściła go, pognał prosto pod drzewo magnolii, gdzie na pniu wylegiwała się w słońcu jaszczurka. Przerażone zwierzątko schroniło się w gałęziach drzewa, a Caitlyn poszła do garażu. Znów spotkanie z rodziną. Kelly pewnie pomyśli, że i ona jest hipokrytką, tak jak cała reszta. Kelly powinna być zadowolona - myślała Caitlyn, wyjeżdżając z garażu - Montgomerych szybko ubywało. Hannah i Amanda miały rację - członkowie rodziny jeden za drugim padali jak muchy. Ciekawe tylko, kto trzyma packę. Bóg? Czy ktoś bliski i dobrze znany? Ktoś, kto pragnie ich śmierci. Reed odwiesił słuchawkę, chciało mu się palić. Pozbył się nałogu już dawno temu, ale wciąż zdarzały się takie chwile, kiedy tęsknił za nikotyną. Pracował bez wytchnienia, wypruwał flaki, żeby rozwikłać sprawę Bandeaux. Do diabła, gdy nie wyznaczono człowieka do śledzenia Caitlyn Montgomery, sam się tym zajął. A oprócz tego wykonywał swoje normalne obowiązki. To jakaś obsesja, powinien więcej spotykać się z ludźmi, używać życia...
rodzinny kapitał opiekuńczy

©2019 www.w-dziewczyna.pila.pl - Split Template by One Page Love